Purina Satou

Gry komputerowe zjadają mangę i anime [trend fabularny]

Ten_Smiertelny

Ten_Smiertelny 2

AutorDodany dnia 2020-10-03 15:00:31
Tensei Shitara Slime Datta Ken, Tate no Yuusha no Nariagari, Solo Leveling, Kumo Desu ga, Nani ka?, I Am The Sorcerer King, Skeleton Soldier Couldn't Protect the Dungeon, Dungeon Reset… i wiele wiele innych.

Tysiące isekai, miliony webtoonów… Właściwie coraz ciężej znaleźć jakieś fantazy, które nieskażone byłoby terminologią grową (levelowanie, wypełnianie zadań, statystyki, klasy postaci itd.).

Co sądzicie o tym trendzie? Podoba wam się, czy nie podoba? Jak myślicie: czy mieszanie terminologi i motywów wziętych wprost z gier komputerowych, na dłuższą metę służy fabułom komiksowym, czy też nie?
Meastren

Meastren 1

Dodany dnia 2020-10-03 15:40:54
Okropny trend. Jeszcze gorszy gdzie wszystkie postacie są dziewczynami z jednym męskim protagonistą, a seria nawet nie jest oznaczona jako harem. Nie twierdzę, że podział na płeć powinien być 50% i 50%, ale 99.5% do 0.5% jest trochę.. ugh.


Co do serii z fantasy i MMOPRG zawsze mnie to wkurzało i nawet zraziło do anime. To jakby japońce nie potrafili zrobić normalnego fantasy. Prawdziwych ''fantasy'' jest mniej niż tych gdzie trzeba levelować. Nawet jako gracza wkurzają mnie takie serie. Już lepiej zrobić anime o grupce przyjaciół grających w jakąś grę tak jak w boku wa tomodachi ga sukunai czasami w coś zagrali. Jak będę chciał levelowania i itemów to sobie odpalę jakiegoś MMOPRGa...

Isekai też są wkurzające, póki co Re:zero fajnie mi się oglądało bo lubię jak coś jest przedramatyzowane i konosuba też mi odpowiadała.
Innych nie pamiętam bo zazwyczaj jest to samo i to też w sumie w większości nieoznakowane haremy, ale na youtube widziałem kiedyś scenkę z jakieś serii z isekaia gdzie był jakiś trening żywiołów, atakowali kukły chyba. Wszyscy ledwo ruszyli kukły, a cudowny MC nie starając się rozwalił cały pokój.

Wracając do gier wolałbym adaptację lore. Jest tyle MMOPRG z super fabułą. Blade and Soul do actu 4, (act 5-9 wolno się rozkręcał, ale zakończenie mnie zmiotło) miało boską fabułę, a co anime zrobiło? Jakieś randomowe historie z jakąś babką bez emocji. Znaczy inaczej.. Konspekt był super bo podobało mi się jaka bohaterka była ''pusta'', ale nie tego chciałem gdy się dowiedziałem, że gra będzie miała adaptację.

Dragon Nest miało świetną fabułę. Stawki były wysokie, było dużo budowania konkretnych wątków nie wiem jak to nazwać, budowanie.. ''hypowanie''.. Bo rzeczy wspomniane we wczesnych etapach gry mają potem znaczenie. Ogólnie fabuła miała dużo nawiązań do przeszłości. Dragon raidu 50 lat przed wydarzeniami z fabuły i podobały mi się częste odniesienia do konkretnego wydarzenia i historie o 6 bohaterach, którzy ostatecznie okazali się być bezużyteczni, nie tacy jak legendy ich budowały. Gra dostała z 2 lipne odcinki od niskobudżetowego chińskiego studia. I jeszcze jakaś kinówka co była ''komedią romantyczną'' a fabuła DN to głównie dramat i ciągły tragizm.

Soul Worker też fabuła super się rozkręciła.. Fajnie by było, żeby było jakieś anime, ale pewnie zrobiliby z tego coś lipnego. Ogółem to te gry mnie zachęciły do czytania dialogów w questach w innych grach.
Chyba tylko PSO2 Episode: Oracle było w miarę fajną adaptacją fabuły gry, ale nigdy im nie wybaczę pominięcia Sukunahimy.
Krylan

Krylan 3

Dodany dnia 2020-10-04 00:29:33
Co do samego gatunku Isekai, czyli przeniesienia do "innego świata", to z punktu widzenia tworzenia historii jest to bardzo prosty chwyt, który ma swoje plusy. Przede wszystkim, postać trafiająca do fantastycznego świata nie ma zupełnie o nim pojęcia, dlatego go odkrywa i jest mu wszystko tłumaczone, równocześnie także i czytelnikowi. Kiedyś w fantasy często używanym w tym celu zabiegiem był motyw amnezji głównego bohatera. Niby pochodził z tego samego świata, ale przez stratę pamięci nie ogarnia tego, co się wokół niego dzieje i sam nawet nie wie, kim jest. To pozwalało zrównać poziom wiedzy głównego bohatera o fikcyjnym świecie, do wiedzy czytelnika, który musiał się wszystkiego dowiadywać "od początku".

Inną zaletą takiego zapoczątkowania historii daje także pole do popisu w drugą stronę: główny bohater zostaje najczęściej przeniesiony ze współczesności do fantastycznego świata operującego na innych zasadach. Mimo to, może tam wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie z miejsca, z którego pochodzi. Wielu autorów jednak z tego nie korzysta i "przeszłość" bohatera przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie już na początku jego pobytu w nowym świecie.

Powyższe pomaga czytelnikowi/widzowi również nieco bardziej się utożsamić z głównym bohaterem – w końcu ten na początku jest najczęściej uczniem liceum, studentem, czy pracownikiem biurowym. I choć przeniesienie do innego świata jest zupełnie nierealne w naszej rzeczywistości i od tamtego momentu staje się kompletną fikcją, pobudza to jednak wyobraźnię, zwłaszcza młodych, którzy bardzo chętnie chcieliby się znaleźć na miejscu głównego bohatera i przeżyć takie fantastyczne przygody.

W przypadku terminologii growej i wprowadzanie podobnych motywów do swoich powieści, to podejrzewam, że jest to również preferencja młodzieży. Kiedyś nastolatkowie porównywali jednostki mocy postaci z Dragon Ball, teraz mają bardziej szczegółowe statystyki na temat swoich ulubionych bohaterów. Być może to jest właśnie to, co ich wciąga, niczym gra RPG, do danej historii – patrzenie, jak rozwijają się postacie i stają się coraz silniejsze.

Tego typu tytułów powstaje coraz więcej, a na fali popularności sprzedać się potrafią nawet najgorsze książki (trochę według zasady: "im bardziej absurdalny tytuł, tym większe szanse na sukces"). Co więcej, to kwestia nie tylko Japonii, ponieważ ten trend opanował również USA, gdzie duża część nowych wydań mang i light novel stanowią właśnie Isekaie. I to się sprzedaje.
Niewiele tytułów rzeczywiście wyróżnia się jakąś oryginalnością, tak jak wspomniane Re:Zero, które ma naprawdę ciekawy i rozwinięty świat. Tworzenie Isekaia jest tak proste, że taki tekst czasem mógłby wygenerować komputer. Dlatego wiele takich tytułów to debiuty autorów, którzy korzystając z tego chwytu (a także w myśl powyższej zasady) są w stanie niskim "kosztem" stworzyć opowieść, która się sprzeda.

Sam gatunek nie jest zły, ale właśnie przez ilość tytułów zawierających niskiej jakości fabułę, z dużą dozą sceptycyzmu podchodzę do każdej takiej serii. Jeszcze gorzej, że nawet te bardzo popularne tytuły potrafią takie być, dlatego w tej kwestii ciężko się zdawać na ocenę fanów gatunku, którzy (podejrzewam, że z racji wieku), bardzo bezkrytycznie podchodzą do takich utworów.

@Meastren, z kolei z adaptacjami gier to jest tak, że one często wychodzą kiepsko, głównie dlatego, że tworzenie fabuły do gier różni się od pisania serialu – trzeba wiele zmienić, żeby to dostosować do takiego medium. Zdaje się też, że reżyserzy nie do końca rozumieją materiał źródłowy, z którym pracują (dlatego fani są często oburzeni "dziwną interpretacją" ich ulubionego dzieła). Z kolei inny typ produkcji wychodzi "blado" na tle pozostałych seriali dlatego, że jest to po prostu reklamówka gry, mającą jedynie zachęcić do zapoznania się z oryginałem. Ma to wtedy również swoje odzwierciedlenie w budżecie, który jest niższy, niż w przypadku innych adaptacji.